Bardzo dziękuję Pani Klementynie Zieleniewskiej, mieszkającej w Melbourne, w Australii, za nieocenioną pomoc przy pisaniu niniejszego tekstu. Jej wskazówki, uwagi i informacje okazały się niezbędne, zwłaszcza przy opracowywaniu wątków, związanych z życiem rodzinnym Witolda Zieleniewskiego.
Dzieciństwo. Witold Norbert Zieleniewski urodził się w Allen, w Argentynie, na pograniczu Patagonii i Kordylierów Andyjskich, 6 czerwca 1913r. Zanim Zieleniewscy znaleźli się w Argentynie, mieszkali w Boliwii i Peru, gdzie ojciec – Józef pracował jako górnik w kopalniach miedzi. Witold dzieciństwo spędził u podnóża pięknej góry, głównie przy mamie, gdyż ojciec ciężko pracował i rzadko miał bezpośredni kontakt ze synem. W Allen uczęszczał do szkoły powszechnej, z hiszpańskim językiem wykładowym. Uczył się dobrze i był w szkole lubiany. Nauczyciel, metys, jeden z najbardziej pracowitych pedagogów, jakich znał i jego koledzy, nazywali go Norbertino, gdyż nazwisko Zieleniewski było dla nich bardzo trudne do wymawiania. Norbertino na oficjalnych uroczystościach, chociaż jeszcze bardzo mały, recytował wiersze o proklamacji niepodległości w Tucuman w 1810r. i bohaterskiej odsieczy San Martina, który przedzierał się przez Andy, aby wyzwolić ujarzmionych rodaków. Rodzice żywili uczucia patriotyczne do kraju ojczystego i z chwilą odzyskania niepodległości przez Polskę, postanowili wrócić na Wileńszczyznę. Nastąpiło to w 1921 roku. Osiedlili się we wsi Bykówka, a właściwie na jej skraju, pod lasem; 2 km od Bykówki była wieś Wisztoki, a 4 km od niej znajdowała się miejscowość Ożobel. Do miasta powiatowego, bogatej w historię Oszmiany, traktem napoleońskim, było 10 km.
Okres dojrzewania. Witold ukończył Szkołę Powszechną im. Ignacego Mościckiego w Oszmianie. Tu dał się poznać jako sumienny, niezwykle zdyscyplinowany i obdarzony różnymi talentami uczeń. Umiał np. ładnie rysować i, z dużym wyczuciem, pięknie malować. Słaba ziemia, na której gospodarowali Zieleniewscy, zmuszała do szukania innych źródeł utrzymania. Witold zatrudniał się zarobkowo u bogatych gospodarzy w Blikanach, Budeliszkach, Bałwaniszkach, Sumieliszkach. W późniejszym czasie pełnił rolę stangreta, choć bez liberii; najpierw u hrabiego Wierzbickiego w Kogutkowie, a później u pana Wojnisza. Jako bystry obserwator zapisywał w pamięci dziwactwa i słabości panów, które obnażył, z literackim polotem, w „Pamiętniku pana Szyłłejki” (W. Zieleniewski, 2002, s. 42-58). Pomagał także rodzicom przy ważniejszych pracach w polu, takich jak: sianokosy, żniwa, wykopki. Dbał również o schludne, dobrze zagospodarowanie obejście. Ale Witold żył nie tylko samą pracą fizyczną. Od lat najmłodszych bardzo dużo czytał i już wtedy zaczął gromadzić książki z literatury pięknej. Jako ekstern osiągnął małą maturę w sławnym Państwowym Gimnazjum im. Jana Śniadeckiego w Oszmianie. Hołd wdzięczności i pamięci oddał, swoim nauczycielom i wychowawcom, wiele lat później, w tekście pn. „Kraina naszej przeszłości”. Napisał tu m.in.: „Są też wspomnienia czerwonych murów szkolnych i ziemi, wśród której wyrośliśmy nad potokiem Łejłubki i na tle starej sięgającej XI wieku Oszmiany i ruin franciszkańskiego kościoła nad bystrą Oszmianką” (W. Zieleniewski, 2002, s.180). Wychowywany od lat najmłodszych w duchu miłości do kraju ojczystego zbliżył się w Oszmianie do grup patriotycznej młodzieży polskiej. I to, jak sądzę, zadecydowało, że wziął udział w obronie Wileńszczyzny we wrześniu 1939 r. Szczegółów tej obrony nie znamy, gdyż ze względu na bezpieczeństwo swoje i rodziny nie mógł ich ujawnić (pisał tekst w okresie PRL-u). Napisał tylko, że uchodząc z Wilna „we wsi Łoździany zmienił furażerkę na czapkę i porzucił karabin, i tych kilka naboi, które mu jeszcze zostały” (W. Zieleniewski, „Z okrwawionego…”, 2002, s. 18.).
Czasy wojny i okupacji we wspomnieniach. W listopadzie 1989 r., czyli na rok przed śmiercią (zmarł na niewydolność nerek) Witold Zieleniewski ukończył książkę życia pt. „Z okrwawionego gniazda wyrzuceni i rozsiani”. Kompozycyjnie składa się ona z trzech części. Zakres każdej części wyznaczają ramy historyczne.
Okres I odnosi się głównie do pierwszej okupacji sowieckiej, tj. do ciężkich czasów od 17.09. 1939 do 22 czerwca 1941r.
Okres II obejmuje okupację niemiecką, czyli czas nieszczęść i trwogi od 22. 06. 1941 do 14. 07. 1944 r.
Okres III od 14.07.1944 do 1946 r. Mówi on o tragedii i dramatach Polaków z Wileńszczyzny, ze szczególnym uwzględnieniem Oszmiany i Wilna.
Publikację, nad którą Witold Zieleniewski pracował przez wiele długich lat, wydało NTK w 2002 r. A stało się to dzięki staraniom i zabiegom promotora książki Andrzeja Depy (†85 ). Autor nie doczekał się tej szczęśliwej chwili, bo zmarł w 1990 r., w wieku 77 lat. Ale w trakcie pisania zdawał sobie sprawę z tego, że publikacja nie ukaże się za jego życia, dlatego bardziej śmiało pisał o sprawach, o których nigdy wcześniej nie mówił. Ale, nawet pisząc z takim przekonaniem, nie ujawnił wszystkiego. Dotyczy to zwłaszcza wydarzeń na Wileńszczyźnie w 1943 r. i w pierwszej połowie 1944 r. Udział Witolda Zieleniewskiego w walkach o wolność Wileńszczyzny, w wymienionym okresie, opisali jego koledzy Józef Cabaj i Andrzej Depo. A posłużyli się m.in. tekstami majora Józefa Gnatka – Zygowca, pod którego bezpośrednim dowództwem on służył (A. Depo, Przyczynki do historii Oszmiańskiej 8 Brygady Tur, (w:) Obrazy utkane pamięcią, W. Zieleniewski, 2002, s. 109-1012).
Pierwszy okres okupacji sowieckiej. Od pierwszych dni wojny władze sowieckie przystąpiły w pośpiechu do opróżniania więzień, likwidując więźniów. W ramach rozkułaczania zabierano częściowo lub całkowicie ziemię bogatym gospodarzom. Rejestrowano roczniki poborowe i stopniowo wcielano je do wojska. Ludzie żyli w panicznym strachu. W Wilnie zmieniono nazwy ulic na litewskie i stopniowo zwalniano Polaków ze wszystkich urzędów. Witold Zieleniewski w dalszym ciągu pomagał rodzicom, zarabiając u bogatych gospodarzy. Pracował m.in.: w Merliszkach, Mizanach, Pogirach, Kogutkowie. Dla Sowietów, siekierą i piłą, przez określony czas, wycinał las. Przez dwa tygodnie zwoził kamienie na stację do Gudołaj. Również przez dwa tygodnie pracował, swoim kasztankiem, przy budowie lotniska w Świetlanej, pod Smorgonami. W ramach kontyngentu, odwoził zboże, ziemniaki, len do państwowych punktów skupu. Jeśli idzie o zboże, to aż do odległych o 30 km Sół. Rodzina Zieleniewskich nie została deportowana na Syberię, bo nie należała do bogatych, ba… nie należała nawet do średniaków.
Okupacja niemiecka. Autor z całym obiektywizmem przedstawił okrucieństwo Niemców, eksterminację Żydów i Cyganów. Ukazuje bez osłonek egzekucje dokonywane nie tylko przez Niemców, ale i przez oddziały litewskie. Starych Żydów z getta w Oszmianie zlikwidował w Uniejowie, pod nadzorem Niemców, pluton egzekucyjny Litwinów. Likwidacja gett w Postawach i Miorach natrafiała na opory, gdy wyprowadzano osadzonych na rozstrzelanie. Getta oblano benzyną i podpalono. Niemcy likwidowali także miejscowych aktywistów i komunistów. Rosjanie wzięci do niewoli umierali masowo w strasznych warunkach. Niezwykły obiektywizm wspomnień czyni je rzetelnym dokumentem epoki. Bo np. nie ukrywa autor brutalności policji żydowskiej czy sporadycznych donosów wieśniaków, wydających bądź to Żydów, bądź Polaków, działających w konspiracji (por. M. Baterowicz,