Powojenny bardzo trudny okres lat 1945-1956, to czas walki i działania żołnierzy Drugiej Konspiracji, którą prowadzono w duchu odzyskania pełnej niepodległości Polski i ochrony ludności polskiej przed zagładą.
Miłość do wolności, kraju, języka, polskiej kultury młodzież drezdenecka wykazywała już w pierwszych latach sowietyzacji Polski. W 1950 roku grupa harcerzy utworzyła w Drezdenku organizację konspiracyjną, która działała do 31 października 1951 roku. Ojcem duchowym, ale nie tylko, był lubiany, szanowany, o wielkim sercu ks. Stefan Zagrodzki, a funkcję przywódczą pełnił Bogdan Rusinek- kierownik Publicznej Szkoły Powszechnej w Drezdenku. Bogdan Zbigniew Rusinek, syn Ludwika urodził się 24 lutego 1930 r. w Chełmnie nad Wisłą. Zanim przybył do Drezdenka miał znaczne doświadczenie życiowe, zwłaszcza w działalności harcerskiej. 1 września 1945 r. wstąpił do II Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego w Chełmnie. W 1948 r. otrzymał w hufcu toruńskim stopień drużynowego, a w czerwcu 1949 roku ukończył gimnazjum ogólnokształcące w Toruniu. Następnie przeniósł się do Witnicy, gdzie wcześniej osiedlili się jego rodzice. Maturę zdał w Gorzowie Wlkp. w 1950 roku. W klasie maturalnej współpracował z Harcerską Organizacją Podziemną – „Batalion Śmigły”, której dowódcą był Aleksander Lenart. W porozumieniu z nim przeniósł się do Drezdenka, gdzie od sierpnia 1950 roku do marca 1951 roku pracował jako nauczyciel, a gdy Franciszek Kurowski przeszedł do pracy w Liceum Ogólnokształcącym został na jego miejsce kier. szkoły. Już wcześniej poznał tu wspaniałych ludzi: ks. proboszcza Stefana Zagrodzkiego, ks. Stefana Ryłkę, Helenę i Stanisława Kasiniaków, u których był sublokatorem. Kasiniakowie to patriotyczna rodzina. Helena w latach 1942-1944 pracowała jako nauczycielka historii i jęz. polskiego w dwóch placówkach tajnego nauczania, tj. w Wojstomiu i Popowicach (niedaleko Starej Wilejki), Okręg Wileński. Stanisław z Armią Andersa, wspólne z dwoma braćmi Franciszkiem i Stanisławem, przeszedł szlak od Tatiszczewa k. Saratowa do Sigrenchester k. Londynu. W sierpniu 1944 roku, w pobliżu linii Gotów (środkowe Włochy), wioząc nocą broń na linię frontu, najechał na minę i został ciężko ranny. Kasiniakowie i znajomi księża ugruntowywali jego wrogi stosunek do narzuconego siłą sowieckiego systemu.
Konspiracja harcerska
Po pewnym czasie Bogdan Rusinek pozyskał w Drezdenku sporą grupę przyjaciół, głównie z ostatnich klas Liceum. Byli to m. in.: Zygmunt Kubiak, Ryszard Skrzypniak, Ryszard Bielewicz, Władysław Czyżewski, Zbigniew Prorok, bracia Dobruccy, Urszula Sibilska, Halina Londońska i inni. Wszyscy byli w przeszłości członkami ZHP i dalej czuli się harcerzami. Grupa ta, mając poparcie kolegów z Gorzowa Wlkp., już wiosną 1950 roku rozpoczęła działalność konspiracyjną, organizując spotkania w jego sublokatorskim pokoju, u Kasiniaków lub w szkole, po zajęciach lekcyjnych. Organizacji nadano tytuł Harcerstwo Polskie, łącząc ją w nurt 142 organizacji harcerskich, działających przeciwko narzuconemu systemowi w Polsce. Chciano w ten sposób dać do zrozumienia, że harcerstwo polskie nadal istnieje i działa, mimo iż Biuro Polityczne KC PZPR prawdopodobnie decyzją z dnia 8.IV.1950 roku zlikwidowało ZHP. Kierownictwo objął z racji wieku, doświadczenia, stażu harcerskiego i wykonywanej pracy Bogdan Rusinek. Zygmunt Kubiak został jego zastępcą, a Ryszard Skrzypniak członkiem kierownictwa organizacji.
Strukturę organizacji oparto na kilkuosobowych grupach, tzw. piątkach. Piątkowymi na samym początki zostali: Ryszard Bielewicz, Zygmunt Kubiak, Zbigniew Prorok i Ryszard Skrzypniak, a dopiero Później Władysław Czyżewski. Członkowie jednej piątki znali się wzajemnie, ale nie znali członków pozostałych piątek. To pozwoliło, po aresztowaniu przywódców, uchronić wielu innych członków organizacji od kłopotów, jakie mogły ich spotkać. Szybko nawiązano łączność z Harcerską Organizacją Podziemną – Batalion Śmigły (Zgrupowanie Wicher) z Gorzowa Wlkp., ale do szerszej współpracy nie doszło ze względu na dekonspirację grupy. Zdołano przeprowadzić jedynie jedną wspólną akcję ulotkową. Drukowane krótkie teksty o treści: Dmie Świeży Wiatr Z Zachodu. Nowe Nadzieje się Rodzą rozrzucono wieczorem w pociągu relacji Kostrzyn – Krzyż. Ulotki miały także na odwrocie wydrukowane nazwy rozgłośni radiowych, ich zakres oraz termin nadawania audycji w języku polskim. Zaczęto także gromadzić broń. Władysław Czyżewski, jak zeznał w śledztwie, znalazł na terenie posesji ojca w Osowie (wieś koło Drezdenka) pistolet maszynowy „Baretta”, kal.9 mm. Przechowywał go przez pewien czas u siebie, a później przekazał B. Rusinkowi. Pistolet maszynowy, który znaleźli funkcjonariusze bezpieki był dowodem koronnym w sprawie wytoczonej młodym opozycjonistom.
Ustalono, że organizacja ma mieć charakter niepodległościowy. Jej głównym celem będzie walka o wolną i niepodległą Polskę. Sama praca harcerska miała być prowadzona w oparciu o badenpowellowskie wzory działalności skautowej. Polecono szkolenie w zakresie obronności, które miało być realizowane w szkole i w brygadach Służby Polsce. Zobowiązano członków, aby w samokształceniu poznawano prawdziwą historię i literaturę Polski. W pracy wychowawczej wykorzystywano kult Marszałka Józefa Piłsudskiego
Śledztwo w PUBP w Strzelcach Kraj.
Mimo iż działano z daleko idącą ostrożnością, w tzw. podziemiu, czołowych działaczy aresztowano 30 i 31 października 1951 roku i przywożono pojedynczo do PUBP w Strzelcach Kraj. w kolejności: Władysław Czyżewski, Ryszard Skrzypniak, Zygmunt Kubiak, Zbigniew Prorok i Bogdan Rusinek. Po aresztowaniu B. Rusinka przyjechały do szkoły dwa zespoły funkcjonariuszy. Jeden szukał materiałów obciążających w gabinecie kierownika, a drugi szukał broni. Pierwszy zarekwirował: listy od znajomych, przedwojenne czasopisma harcerskie i książki. Drugi, w składzie Czesław Bieniek i H. Trzciński znalazł broń palną, typu M. P. Baretta Mod. 38/42 cal. 9 nr 4403. Na okoliczność znalezienia broni sporządzono odpowiedni protokół, który jako świadkowie podpisali miejscowi nauczyciele, tj.; Olga Łuczkowa, Hieronim Łubiński i Władysław Dobrucki. Z trójki funkcjonariuszy, którzy aresztowali Ryszarda Skrzypniaka i Zygmunta Kubiaka rozpoznano dwóch, byli to: Florian Michalak i Feliks Zawór; obaj mieszkańcy Drezdenka. W piątce funkcjonariuszy bezpieki, którzy po północy 31 X 1951 roku wtargnęli do mieszkania Kasiniaków, aby aresztować Bogdana Rusinka, był komendant miejscowej policji Bodęga, którego zona – nauczycielka uczyła dzieci w młodszych klasach. Można zatem domniemywać, że to ona mogła być źródłem denuncjacji młodych opozycjonistów. Ale co do tego pewności nie ma, gdyż bezpieka w tym czasie dysponowała szeroko rozbudowaną siecią donosicieli i dużą armią etatowych funkcjonariuszy. Umieszczono aresztowanych w piwnicy, gdzie były małe, ciasne, cele, bez żadnych mebli, z betonową podłogą. I tu odbylyodbyły się pierwsze przesłuchania. W przerwie między kolejnymi przesłuchaniami można było odpocząć opierając się o ścianę lub siadając na betonie. B. Rusinka przesłuchiwał niezwykle agresywnie, przez trzy godziny, oficer śledczy WUBP – Czesław Bieniek. W pewnym momencie jeden z funkcjonariuszy uderzył go z zaskoczenia w kark i tył głowy przednią deską od szuflady, pochodzącej z rozbieranej szafy. Uderzenie było tak mocne, że B. Rusinek oszołomiony przewrócił się na ścianę. Kiedy oprzytomniał z szumem w uszach i bólem głowy przyznał się, że poznaje pistolet maszynowy, który leżał na stole. Pozostałych harcerzy przesłuchiwali ppor. Leon Stachowiak i funkcjonariusz Trzciński. Strażnikiem był Stanisław Lenard, którego z widzenia znał Ryszard Skrzypniak, gdyż widział go wielokrotnie w restauracji swojego ojca, w Drezdenku. W areszcie siedział też Eugeniusz Popławski, członek antykomunistycznej organizacji „Białe Sokoły” z Krzyża. Władysław Czyżewski poznał kilku chłopów aresztowanych za złośliwe uchylanie się od obowiązkowych dostaw. Głównie z inicjatywy funkcjonariusza Cz. Bieńka i w porozumieniu z I sekretarzem KP PZPR- Mikołajem Liszewskim zdecydowano o przewiezieniu niebezpiecznej grupy opozycjonistów do Zielonej Góry.
Śledztwo w WUBP w Zielonej Górze
Osadzono ich w pojedynczych celach, w ponurych piwnicach Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, na ul. Wazów ( obecnie mieści się w tym budynku szpital). Bogdan Rusinek zdołał przed aresztowaniem oddać w depozyt proboszczowi cenny krzyż harcerski o numerze 409, seria P III. Funkcjonariusze bezpieki kilkakrotnie przeszukiwali także mieszkanie ks. S. Zagrodzkiego, ale nie znaleźli tam ani harcerskiego krzyża, ani innych materiałów obciążających proboszcza i nie został on aresztowany. Wiele lat później B. Rusinek próbował bezskutecznie odzyskać ów krzyż, ale okazało się, że zaginął on w nieznanych okolicznościach.
Przez wiele tygodni aresztowanych zabierano dniem i nocą na wielogodzinne przesłuchania. Pierwsze przesłuchanie B. Rusinka, zaraz po przywiezieniu, trwało 48 godzin. Przesłuchiwało go na przemian trzech funkcjonariuszy. A byli to: Czesław Harbat (lub Herbert), Alfons Kosiński i prok. ppor. Jan Świerkowski. Pierwsze przesłuchanie Zygmunta Kubiaka trwało czasowo niewiele krócej, bo ponad 30 godzin. Pozostałych oskarżonych przesłuchiwał asesor wojskowy, prokurator rejonowy, chorąży wojskowy, Adolf Ryba. Od 5 listopada śledztwo przejął i prowadził aż do końca Jan Papier (nie udało się ustalić stopnia wojskowego). Stosował on brutalne metody śledztwa. Polegały one na wielokrotnych, kilkugodzinnych lub całodniowych przesłuchaniach, na te same tematy, na pozbawianiu snu, ograniczaniu jedzenia, wyzywaniu wulgaryzmami, popychaniu i poszturchiwaniu. Przez cały okres śledztwa pozbawiono ich widzeń, korespondencji i paczek żywnościowych. Jedzenie w areszcie było wyjątkowo podłe, ale nade wszystko tego jedzenia było bardzo mało. Rano i wieczorem otrzymywali kubek czarnej kawy, tylko lekko osłodzonej i pajdę chleba. Na obiad była przeważnie zupa z buraków pastewnych słabo oczyszczonych, dlatego na dnie aluminiowych misek osadzał się zawsze piasek, a niekiedy także drobne kamyki. Osadzeni w areszcie byli więc zawsze głodni.
Rozprawa sądowa i wyroki
Po trzech miesiącach zawieziono oskarżonych w kajdankach i z ogolonymi głowami na salę rozpraw, która mieściła się w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Zielonej Górze, przy ul. Chrobrego 7. Na sali były rodziny oskarżonych, było wielu przyjaciół i znajomych, ale w pierwszym rzędzie siedzieli oficerowie śledczy z bezpieki, aby pilnować porządku i utrzymywać atmosferę nienawiści do młodych wrogów Polski Ludowej. Rozprawa odbyła się w dniach 4 i 6 lutego 1952 roku. Młodzi przeciwnicy sowietyzacji Polski nie wykazywali należytej skruchy, zgodnej z sugestiami obrońców i uparcie twierdzili, że w działaniu chodziło im o wolny kraj. Skład Wojskowego Sądu Rejonowego stanowili:
Przewodniczący – por. Stefan Cieślak,
asesor wojskowy – ppor. Henryk Adamiec,
ławnik – kpr. Tadeusz Gomola.
Oskarżał prokurator wojskowy ppor. Emilian Stański, a protokołował ppor. Tadeusz Rajewski.
Wyrok ogłoszono 6 lutego 1952 roku.
Oskarżonym postawiono zbliżone w treści zarzuty, które przygotował oficer śledczy, a zatwierdził 22 stycznia 1952 roku mjr. Jan Szukać – Wojskowy Prokurator Rejonowy.
Bogdana Rusinka oskarżono o to, że od listopada 1950 r. do dnia 30 października 1951 roku w Drezdenku usiłował zmienić przemocą ustrój Państwa Polskiego, a w szczególności w ten sposób, że zorganizował przestępny i antypaństwowy związek, pełnił w nim funkcję dowódcy, werbował członków do tego związku, brał udział w zebraniach członków związku, na których omawiano antypaństwową działalność związku oraz przechowywał broń palną dla celów związku, a to pistolet maszynowy „Baretta” kal. 9 mm. Skazano go na 10 lat więzienia wraz z utratą praw publicznych i obywatelskich, praw honorowych na okres 4 lat oraz przepadek całego mienia.
– Zygmunta Kubiaka- ucznia XI klasy miejscowego Liceum na karę 7 lat więzienia, utratę praw na 2 lata oraz przepadek całego mienia.
– Władysława Czyżewskiego – ucznia XI klasy na karę 5 lat więzienia, utratę praw na 1 rok i przepadek całego mienia.
– Ryszarda Skrzypniaka – ucznia XI klasy na karę 2 lat więzienia, utratę praw na 1 rok oraz przepadek całego mienia.
Wyjątkowość kary polegała na tym, że została ona wymierzona w głównej mierze nie za to, co do tej pory młodzi harcerze uczynili, ale za to, co zamierzali uczynić… walczyć o wolną Polskę.
Po zakończeniu rozprawy w kajdankach zawieziono ich na krótko do WUBP po rzeczy osobiste i wypisy z aresztu, a następnie osadzono w więzieniu karnośledczym w Zielonej Górze, które mieściło się przy ul. Łużyckiej.
Na mocy postanowienia Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie z dn. 14 marca 1952 r. ( Sn. Odw. S-303/52/) wyrok uprawomocniono i w odstępach czasowych rozwożono skazanych do miejsc wykonywania kary.
Zamiast krat więziennych kopalnie węgla kamiennego na Śląsku
Zygmunta Kubiaka osadzono najpierw w Jaworznie, więzieniu nastawionym na gruntowną reedukację, prowadzoną przez ciężką pracę i ustawiczne pranie mózgów. Zygmunt początkowo pracował tam przy produkcji trylinki (betonowe płyty).. Nieco później wyznaczono go do załadunku wagonów. Z Jaworzna przewieziono go do kopalni „Kościuszko”, gdzie pracował przez 6 miesięcy. . Z więzienia został zwolniony w wyniku amnestii 26 sierpnia 1954 roku.
Władysława Czyżewskiego najpierw wywieziono na trzy tygodnie do więzienia przejściowego Sosnowiec-Radochy. Po tym czasie przetransportowano go do kopalni węgla kamiennego „Dymitrow” w Bytomiu, w której warunki geologiczne były zawsze bardzo trudne. Występowały w niej m. in. zagrożenie metanowe, pożarowe i tąpania. Dlatego chodniki w kopalni wzmacniano elementami metalowymi. W. Czyżewski zwolniony 8 marca 1954 roku, w wyniku amnestii.
Ryszarda Skrzypniaka wywieziono najpierw do Sosnowca-Radochy, gdzie kompletowano grupy robocze do poszczególnych kopalń, istniejących na Śląsku. Ryszard przebywał w Sosnowcu przez okres dwóch miesięcy. W więzieniu tym panowały bardzo złe warunki bytowania. W celi było kilkudziesięciu więźniów. Panował w niej zaduch od palenia najtańszej marki papierosów, bo tylko takie można było kupić w więzieniu. Po ścianach i suficie chodziły pluskwy, a słoma w siennikach była starta na sieczkę. Później trafił do kopalni węgla „Sośnica”, koło Gliwic. Stanowisko jego pracy znajdowało się 500 m pod ziemią. Zwolniony 31 stycznia 1953 roku, po ponad dwóch miesiącach od ogłoszenia amnestii.
Bogdan Rusinek w więzieniu we Wronkach
Szczególne okrutnie traktowano Bogdana Rusinka. Przewieziono go, jako wyjątkowo niebezpiecznego, w asyście trzech strażników, do więzienia politycznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, czyli do Wronek. Strażnik Krzewina najpierw zaprowadził go do magazynu odzieżowego, gdzie zdał swój worek z rzeczami, a otrzymał: koszulę, kalesony, drelichową bluzę i takie same spodnie, ręcznik wielkości onucy, onuce, drewniaki zwane ‘okulakami” lub „klumpami”, cienki koc i prześcieradło wątłej trwałości. Ponadto miskę, łyżkę i kubek, wszystko aluminiowe. Osadzono go w pawilonie I, skrzydło D, cela izolacyjna nr 518, o wymiarach 4,8 mkw. gdzie przebywał 10 miesięcy. Oprócz pryczy był w celi kącik czystości, który z czystością miał niewiele wspólnego, choć dwukrotni w ciągu dnia dostarczano tu wodę. Samotność była jego największym wrogiem. Choć gwoli ścisłości, to nie samotność, a myślenie o niej boli. Starał się więc kanalizować myśli, odrzucając te, które rodzą smutek i przygnębienie. Dla utrzymania równowagi psychicznej często nucił sobie pod nosem głównie harcerskie piosenki, bo głośno nie było wolno ani śpiewać, ani się modlić. W pobliskich jednoosobowych celach siedzieli m. in.; gen. Małek (nie ustalono danych); płk. Michał Pobocha ps. „Gazda”, z Komendy Głównej NSZ; ks. Karol, Maria, Antoni Splett – biskup gdański z czasów ostatniej wojny. Naczelnik więzienia, wizytując cele z okazji 22 lipca 1953 roku, zadecydował o przeniesieniu B. Rusinka do wieloosobowej celi. Przeprowadzono go na skrzydło B, do celi nr 175, o wymiarach 8,12 mkw. W celi było już kilka osób. Wkrótce okazało się, że są to wspaniali ludzie. Z trójką niżej wymienionych siedział najdłużej. Byli to: płk Bronisław Maszlanka, wykładowca Akademii Sztabu Generalnego, historyk z zamiłowania, człowiek znający wiele języków, a także prawie na pamięć „Pana Tadeusza’. Wyrok – 13 lat więzienia; kmdr Marian Wojcieszak- brał udział w walkach obronnych na Helu, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Wyrok – kara śmierci, zamieniony przez prezydenta na karę dożywotniego więzienia; oficer AK – Piotr Woźniak. Od 1941 roku był szefem II Oddziału Sztabu Tarnopolskiego AK. Od września 1945r. komendantem okręgu NOW na obszarze od Przemyśla do Sandomierza. 10 lat więzienia.
Bogdan Rusinek w kamieniołomach w Strzelcach Opolskich
22 sierpnia 1955 roku kilkudziesięciu młodych więźniów przekazano z Wronek do Strzelec Opolskich, do kamieniołomów. Wśród nich był także Bogdan Rusinek. Cała droga od więzienia aż do dworca była gęsto obstawiona żołnierzami, uzbrojonymi w broń automatyczną. Co kilka kroków stał żołnierz z psem. Byli to prawdopodobnie żołnierze KBW, których często widywano w grupach na terenie więzienia. Prace w ośrodku dzieliły się na dwa podstawowe działy. Prace na skale wykonywane przez skalników, w celu pozyskiwania kamienia wapiennego i na pracę przy piecach w czasie wypalania wapnia. Obie bardzo ciężkie. Nowo przyjezdni byli osłabieni pobytami w więzieniach i niedożywieniem,, dlatego praca w kamieniołomach była dla nich udręką, choć to za mało powiedziane. Początkowo ich ręce były pokrwawione i i opuchnięte, ale z czasem skóra na nich twardniała i stawała się coraz bardziej odporna na czynniki zewnętrzne. Bogdan pracował jako skalnik, czyli w najbardziej niebezpiecznym miejscu. Głównym narzędziem jego pracy był ciężki młot. Wielu nie wytrzymywało pracy skalnika, wówczas przechodzili do pracy przy piecach, gdzie panowały bardzo wysokie temperatury: w piecu, przy piecu, przy rozładunku i załadunku kamienia wapiennego.. Na wolność wyszedł Bogdan Rusinek dopiero po pięciu latach, w wyniku amnestii z dnia 31 maja 1956 roku. Ale w domu już nie zastał ojca, gdyż ten zmarł na zawał serca, kilka miesięcy wcześniej.
Zadośćuczynienie
Dopiero na początku lat 90. XX wieku nasza Ojczyzna zadbało o tych, którzy o jej wolność walczyli w okresie drugiej konspiracji. W 1991 roku Sąd Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu stwierdził nieważność wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Zielonej Górze oraz nieważność decyzji Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie z 1952 roku.
- W 1991 r. przyznano byłym więźniom odszkodowania od Skarbu Państwa za lata udręki.
- Przyznano uprawnienia kombatanckie.
- Przyznano Odznaki Weterana Walk o Niepodległość.
- Nadano Patenty Weterana Walk o Niepodległość Ojczyzny.
- Nadano stopnie oficerskie Wojska Polskiego.
- Nadano inne odznaczenia.
In memoriam
Dziś, kiedy żyjemy w wolnej Polsce, pamiętamy o tych, którzy o nią walczyli, narażając swoje życie i życie rodzin na szykany, aresztowania, a nawet śmierć, ale także pamiętamy i o tych, którzy przygotowując się do walki z komunistycznym terrorem zostali aresztowani, surowo, przez popleczników Moskwy, osądzani i spędzili wiele lat w więzieniach i obozach pracy.
Z inicjatywy bohaterskich harcerzy i przy ich znacznym wsparciu finansowym odsłonięto na ścianie wschodniej kościoła pw. Przemienienia Pańskiego w Drezdenku 30 października 2001 roku tablicę pamiątkową o treści:
„ WALKA O WOLNOŚĆ GDY SIĘ RAZ ZACZYNA
Z OJCA KRWIĄ SPADA DZIEDZICTWEM NA SYNA” A. MICKIEWICZ
SUWERENNY BYT PAŃSTWA JEST DLA NARODU WARTOŚCIĄ NAJWYZSZĄ
w 50. rocznicę aresztowań przez UB harcerzy LO z Drezdenku.
Na tablicy w górnej części umieszczono KRZYŻ HARCERSKI i napis Bóg – honor – ojczyzna, a u dołu KOTWICĘ i napis NEMO SINE CRUCE BEATUS ( Nikt nie żyje bez krzyża ).
Zdzisław Szproch
Inż. Bogdan Rusinek 8 listopada 1995 r., za zgodą prezesa Sądu Wojewódzkiego w Zielonej Góra, sędziego mgra Benedykta Janka, poznał dokładnie akta sądowe sygn.. akt Sr – 13/ 52, dwa tomy – 427 kart, które pomogły mu wiernie opisać wydarzenia sprzed wielu lat. Jedną z kopii maszynopisu wspomnień B. Rusinka udostępnił mi radny Damian Matela-Libera. Co pozwoliło mi napisać niniejszy artykuł i za to mu serdecznie dziękuję.