Zaścianek Kirkliszki leżał, bo dziś go jego nie ma, 12 km od Oszmiany, w dawnym woj. wileńskim. Mieszkało tu tylko siedmiu gospodarzy, którzy w większości klepali, na różne sposoby, biedę, bo ziemia była piaszczysta, nieurodzajna, a poziom kultury rolnej niski. Tu w roku 1922 urodził się JAN GŁĘBOCKI jako drugie dziecko Wacława i Jadwigi z Rolewiczów. Tu też spędził dzieciństwo, które od dwunastego roku życia przestało być „sielskie i anielskie” a stało się smutne i ciężkie. Za kilka bowiem worków żyta, które otrzymywali co roku rodzice, służył w majątkach Nowickiego, Zacharzewskiego i Wysockiego. Ostatni rok przed wojną wysługiwał się Mączyńskiemu, który także mieszkał w Kirkliszkach, ale jemu powodziło się w miarę dobrze. Od października 1939 do czerwca 1941 wykonywał podobnie jak jego koledzy, różne prace narzucane przez Rosjan.

Mapa 1934 r.

Aktualny stan, gdzie były Kirkliszki. 2025
W r. 1942 Niemcy zmusili go do niewolniczej pracy przy budowie drugiego toru z Wilna do Mołodeczna a następnie stacji kolejowej w Mołodecznie usytuowanej na bagnach. Praca była bardzo ciężka a wyżywienie bardzo słabe: dwa razy dziennie kawa zbożowa z owsianym chlebem i raz dziennie zupa z dodatkiem niekiedy koniny. Na krótko przed nadejściem Rosjan wstąpił do partyzantki Armii Krajowej (AK). Jego oddział wchodził w skład zgrupowania, które wojsko sowieckie okrążyło w Puszczy Rudnickiej. Głębocki należał do nielicznych, którym udało się wyjść z okrążenia i uniknąć zsyłki do Kaługi, gdzie wywieziono złapanych. Udało mu się także uniknąć wcielenia do „armii wyzwoleńczej”. Za to z chęcią zaciągnął się w październiku 1944 r. do II Armii Wojska Polskiego (DAWP). Po przeszkoleniu w Białymstoku i przysiędze złożonej w Rzeszowie służył w 4 baterii 39 Pułku Artylerii Lekkiej, wchodzącej w skład X Dywizji. Jako bombardier brał udział w walkach o Wrocław, Nysę Łużycką w rejonie Rothenburga, a także Budziszyn. W maju 1945 roku w ramach praskiej operacji, uczestniczył w walkach o Melnik i Pragę. Wojna dla DAWP i tym samym Jana Głębockiego zakończyła się 11 maja 1945 roku na przedmieściach Pragi. Po wojnie 39 PAL stacjonował w Gronowie pod Jelenią Górą, skąd J. Głębockiego skierowano do Stebna w pow. Strzelce Opolskie, gdzie nadzorował pracę w polu i na łące wykonywane przez pozostałych tu jeszcze Niemców. Przed żniwami 1945 r. ściągnął rodziców z Kirkliszek na Białorusi i pomógł im się osiedlić w Antonowie (obecnie Radoniów) w gminie Gryfów Śląski, pow. Lwówek Śląski. Z rodzicami zamieszkał w marcu 1947 r. tj. po zakończeniu czynnej służby wojskowej. Ich gospodarstwo rolne w Antonowie liczyło 8 ha, z czego znaczną część stanowiły nieużytki, na terenie których na początku lat pięćdziesiątych odkryto rudę uranową. I wtedy cały rejon zaczął pulsować życiem. Teren znaleziska poszerzono, wykupując od Wacława Głębockiego ok. 2 ha ziemi ornej (zapłacono jedynie za ziarno siewne), ogrodzono drutem kolczastym i postawiono straże. Wkrótce też zwerbowano odpowiednią grupę zaufanych ludzi (zwłaszcza frontowców), którzy zachowując tajemnicę pracy, przystąpili najpierw do drążenia szybu, a później do intensywnej eksploatacji minerału zawierającego uran. J. Głębocki i kilku mieszkańców Antonowa znalazło zatrudnienie w kopalni. Pozostałych, z załogi liczącej ok. 50 ludzi, dowożono z okolicznych miejscowości a także z Kowar i Jeleniej Góry. Niektórzy wynajmowali mieszkania we wsi. U Głębockich np. zakwaterowany był górnik strzałowy Jesiński.

Górnicy na uroczystości w kopalni uranu w Radoniowie – Źródło: polska-org.pl

Kopalnia Radoniów, witok z góry – Źródło: polska-org.pl

Kopalnia Radoniów, witok z góry – stan obecny
Kopalnią administrowali Rosjanie. Sztygarami też byli Rosjanie. Jan w latach 1952-53 przepracował pod ziemią, jako pomocnik górników, najpierw Durana a później Duszana, 20 miesięcy. Górnicy wydobywali rudę uranową z trzech poziomów: z poziomu 40, 80 i 120 m. Urobek na powierzchni ładowano do metalowych pojemników, szczelnie zamykanych, a te na samochody ciężarowe, przykrywane następnie plandeką i kierowano do Legnicy, skąd dalej drogą powietrzną lub lądową szły w głąb ZSRR. Transport, składający się przeciętnie z dwóch samochodów, z których każdy pilnowany był przez dwóch żołnierzy radzieckich, odjeżdżał do Legnicy co dwa dni. Warunki pracy w kopalni w Antonowie były bardzo trudne. Chodniki ciasne, a w nich powietrze duszne, ciężkie, zgniłe. Największym utrapieniem była jednak woda, która nieustannie sączyła się ze szczelin w skalach i utrudniała pracę. Górnicy nakładali więc obowiązkowo na hełmy brezentowe kapelusze z dużym rondem, aby opóźnić całkowite przemoczenie ubrania roboczego. Ale i tak wychodziło się na powierzchnię przemoczonym do ostatniej nitki. Dobrze jeśli było to lato, ale jeśli na powierzchni panował mróz wówczas J. Głębocki, który do domu przychodził w ubraniu robczym (miał do szybu tylko 600 m) wracał do niego dosłownie przemarznięty na kość. Nikt z pracujących na dole nie wiedział w tym czasie, że uran jest pierwiastkiem promieniotwórczym, niezwykle aktywnym chemicznie i bardzo szkodliwym nie tylko dla człowieka, ale także dla wszystkich istot żywych. Nie stosowano więc żadnych środków ochrony i dlatego urobek skalny, z miejsc trudno dostępnych, ładowano na wózki przeważnie gołymi rękami. Jeśli idzie o zarobki to były one na owe czasy wysokie. J. Głębocki nie potrafi jednak już dziś precyzyjnie określić ich wartości rynkowej. Wie tylko, że w tym okresie powodziło im się dobrze.

W końcu 1953 r. mój rozmówca uległ wypadkowi, który wyeliminował go z pracy pod ziemią. Po powrocie ze szpitala zatrudniono go w magazynie materiałów wybuchowych. Na nowym miejscu pracy miał wynagrodzenie kilkakrotnie niższe od pierwotnego i ono zmusiło go do rozstania się z kopalnią. Będąc w związku małżeńskim od 1947 r. z Janiną z Andruszojców zdecydował się, pod wyraźnym jej wpływem, przyjechać do Drezdenka, gdzie od ro-ku 1946 osiedliła się niemal cała rodzina żony. Tu zamieszkali przy ul. Pierwszej Brygady 14, później na Cichej, a Jan znalazł pracę jako stolarz najpierw w Meblarni a następnie aż do emerytury w Elektromecie.

Dziś ma już 75 lat i wiele chorób, które z każdym dniem osłabiają organizm i utrudniają normalne życie. Rozedma płuc, ischias, uporczywe bóle głowy to choroby zadawnione, będące wynikiem pracy w kopalni. Do nich dołączyły ostatnio arytmia i dokuczliwe bóle w klatce piersiowej. Ale Jan, mimo wielu groźnych schorzeń, cieszy się każdym dniem swojego życia. Cieszy się trójką dzieci (Teresa, Danka, Zbyszek) i czwórką dorodnych wnuków, które chętnie odwiedzają dziadka, przynosząc z sobą wiele radości i szczęścia. Najbliżsi z otoczenia J. Głębockiego tj. szwagier Marian Tarasewicz i Kazimierz Mączyński, z którymi razem pracował w kopalni już dawno zmarli. Zmarli też inni górnicy, wydobywający rudę uranową do 1956 r. w Antonowie. Który z nich żyje i czy w ogóle ktokolwiek żyje, tego Jan nie wie, gdyż od wielu lat stracił jakikolwiek kontakt z ludźmi z tamtego t-renu.


Zastanawiające jest, dlaczego promienie alfa, beta i szczególnie aktywne gamma nie zniszczyły organizmu J. Głębockiego. On sam odpowiada na to następująco: „Odżywiałem się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Jadłem dużo tłuszczów zwierzęcych zapijając często wódką lub spirytusem. Genetycznie byłem zdrowym i silnym człowiekiem a życie rodzinne układało mi się dobrze. Ale tak naprawdę, to jedynie Bóg wie, dlaczego jeszcze żyję”.
Ps. Po dojściu Wł. Gomułki do władzy kopalnię rudy uranowej w Radoniowie zamknięto.
Aktualizacja 2025: Jan Głębocki nie żyje od 2000r.
Więcej informacji na temat kopani uranu: https://e-dolnyslask.info/kopalnie-uranu-w-sudetach/
