Farma fotowoltaiczna Osów II
Odnawialne źródła energii z roku na rok zyskują na popularności. Fotowoltaika to ekologiczna odpowiedź na nieustannie rosnące ceny energii elektrycznej produkowanej w krajowych elektrowniach węglowych. Energia fotowoltaiczna jest produkowana bezemisyjnie, a ogniwa nie mają żadnego negatywnego wpływu na środowisko naturalne ani na zdrowie człowieka. Dlatego też widzimy coraz więcej paneli fotowoltaicznych na różnych budynkach Polaków. Coraz więcej też powstaje farm fotowoltaicznych, zwanych również elektrowniami słonecznymi. Właścicielem farmy zlokalizowanej na gruntach Osowa, w gm. Drezdenko, jest Tadeusz Lenhardt, z którym odbyłem dłuższą rozmowę 12 lutego, a jej skrótową treść przedstawiam naszym Czytelnikom.
– Zdzisław Szproch: Cząstkę swojej duszy zostawił Pan w Technikum Samochodowym w Słubicach. Jak wspomina Pan okres nauki w szkole średniej?
– Tadeusz Lenhardt: To ciekawy, aczkolwiek nieco już zapomniany, rozdział mojego życia. Wyjechałem z Drezdenka jako bardzo młody i niedoświadczony człowiek, żeby zdobyć stosowną wiedzę i móc kontynuować naszą samochodową rodzinną tradycję, ale to nie był mój świadomy wybór. Byłem na to chyba zbyt młody. To raczej przekonanie, że tak trzeba i że poza samochodami na świecie nie ma nic więcej. Z perspektywy czasu słubicki etap oceniam bardzo pozytywnie. Spotkałem tam wielu wspaniałych ludzi; miałem możliwość czerpać wiedzę przekazywaną przez bardzo dobrą kadrę pedagogiczną, a mieszkanie w internacie było solidną szkołą samodzielnego życia. Niektóre kontakty, a nawet przyjaźni, utrzymują się do dnia dzisiejszego.
– W jakich okolicznościach poznał Pan swoją przyszłą żonę?
– Pewnie nie będę w odpowiedzi zbyt oryginalny. To zwykły przypadek sprawił, że nasze drogi się spotkały. Było to w Zakopanem w czasie jednej z moich turystycznych eskapad. W towarzystwie mojego serdecznego kolegi postanowiliśmy przemierzyć całą południową granicę od Bogatyni aż po Bieszczady. Nasz ambitny plan został przerwany za przyczyną pięknej Wioletty, którą spotkaliśmy na trasie. Była to moja przyszła żona. z którą przeżyłem już, w miarę szczęśliwie, 32 lata. Plan nakreślony z kolegą zrealizowałem do końca z żoną, ale nastąpiło to wiele lat później. Wycieczki w góry, to były fajne czasy i często wracam wspomnieniami do tych, pełnych radości i optymizmu, urzekających zdarzeń.
– Co doradzałby Pan młodym małżeństwom, aby ich życie było harmonijne i szczęśliwe?
– No cóż, nie mam gotowej recepty na szczęście i harmonię w związku. Nie jestem nawet pewien, czy w ten sposób można określić nasze życie, ale wiem na pewno, że od życia nic nie dostaje się za darmo. O związek trzeba cały czas zabiegać i są do tego potrzebne dwie osoby, które tego naprawdę chcą. Wtedy można razem wiele osiągnąć. Nasz związek przeszedł swoistą próbę czasu i odległości. Dzisiaj brzmi to dość egzotycznie, ale dzieliło nas prawie 700 kilometrów, a na zamawianie rozmowy telefonicznej trzeba było czekać kilka godzin. Lekko nie było i chyba już nigdy nie zapomnę, jak miesiącami zbierałem kartki na paliwo, żeby móc pojechać samochodem do Zakopanego i jeszcze wrócić. Koszmar!
– Wybudował Pan dom nad jeziorem. Jak się Panu mieszka i żyje w otoczeniu przyrody?
– Urodziłem się w Drezdenku, a więc otoczenie lasów i jezior zawsze było dla mnie bardzo ważne i może dlatego zdecydowaliśmy z żoną, aby resztę naszego życia spędzić jeszcze bliżej natury. Czerpiemy wiele radości z naszego otoczenia i nawet się nie obejrzeliśmy, a minęło już ponad 20 lat. Przyzwyczailiśmy się trochę do lasu, a las chyba przyzwyczaił się do nas.
– Przez wiele lat był Pan związany z branżą samochodową, a w 2017 roku wybudował Pan farmę fotowoltaiczną, która produkuje prąd nie tylko na potrzeby własne.
– To prawda. Samochodom poświęciłem blisko 30 lat swojego życia i może właśnie dlatego nadszedł czas na jakieś zmiany. Myśl o produkcji zielonej energii dojrzewała we mnie od wielu lat, ale temat, głównie ze względów kapitałowych, wydawał się z początku nieosiągalny. Ponadto otoczenie prawne tego rodzaju działalności nie nadążało za zmieniającym się dynamicznie światem. Dopiero wejście w życie Ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii w 2015 roku otworzyło drzwi do prywatnego energetycznego biznesu. Początki, nie tylko dla mnie, były bardzo trudne i choć temat powstawania farm fotowoltaicznych w krajach zachodu nie był niczym nowym, przywykłem nawet do tego, że jako pierwszy w regionie otwierałem większość urzędniczych drzwi. Nawet w najbliższej rodzinie wiara w powodzenie projektu nie była pełna.
– Czy mógłby Pan przybliżyć nieco danych technicznych instalacji?
– Oczywiście. To przecież żadna tajemnica. Elektrownia Słoneczna Osów II, bo taka jest jej oficjalna nazwa, składa się z 3170 paneli fotowoltaicznych firmy JA Solar, posadowionych na solidnej stalowej konstrukcji, 20 inwerterów firmy Huawei, stacji transformatorowej lokalnej produkcji firmy WILK z Krzyża Wlkp. i przyłącza do sieci średniego napięcia 15 KV.
Moc znam. – 840 KW; Zajęta powierzchnia – 1,5 ha; Roczna produkcja ok. 920 MWh; Zaspakaja roczne potrzeby energetyczne 380 gospodarstw domowych. Aby wyprodukować taką samą ilość energii w konwencjonalnej elektrowni węglowej, przez okres jednego roku, otaczające nas środowisko musiałoby przyjąć: 645 000 kg dwutlenku węgla, 680 kg tlenku azotu, 675 kg dwutlenku siarki, 208 kg tlenku węgla oraz ponad 50 ton pyłów i popiołów.
– Czy byli ludzie, spoza najbliższej rodziny, którzy w jakiś sposób pomogli w powstawaniu farmy w Osowie?
– Owszem. Udało się namówić naszych znajomych na równoległe prowadzenie bliźniaczych projektów i połączenie doświadczenia w administracji z praktyką w biznesie, co przyniosło bardzo pozytywny efekt. Przypominam sobie wiele trudnych chwil w trakcie 4-letniego procesu inwestycyjnego i wzajemne wsparcie okazywało się bardzo pomocne. Mogę nawet powiedzieć, ze to właśnie fotowoltaika bardzo nas do siebie zbliżyła.
– Czy przedsiębiorczość ojca udzieliła się także dzieciom?
– Nie wiem. O to trzeba by pytać ich samych. Oboje mają bardzo dobre podstawy, aby iść przez życie z sukcesem. Ale czy uda im się to w pełni wykorzystać, dopiero przyszłość pokaże. Córka jest lekarzem weterynarii i obecnie, wraz ze swoim narzeczonym, praktykuje w klinice w Rotterdamie, syn ukończył studia prawnicze oraz ekonomiczne i od niedawna prowadzi własną działalność w branży IT. Radzą sobie doskonale i wydaje mi się nawet, że dużo lepiej niż ojcu w ich wieku. Ale to zupełnie inne czasy i nie można ich do siebie w pełni porównywać.
– Czy przeżył już Pan żal po stracie kogoś bliskiego?
– Dziś prawie każdy ma jakieś smutne doświadczenia i przeżycia. Szalejąca pandemia zbiera swoje tragiczne żniwo, więc utrata kogoś bliskiego z otoczenia rodziny lub znajomych bardzo nam spowszedniała. Ja straciłem mamę, z którą byłem bardzo związany. Przyczyną nie był Covid – 19 tylko inne choroby, ale strata, to strata. Bardzo mi jej brakuje.
– Każdy z nas ma wielką potrzebę otaczania czcią kogoś wielkiego. Kto jest tym wielkim dla Pana?
– Ja chyba nie mam nikogo takiego, o kogo pan pyta. To dosyć smutne, ale chyba wszyscy mamy ostatnio spory deficyt autorytetów. Imponuje mi każdy, kto może się pochwalić ponadprzeciętną wiedzą. Dobrze jest, kiedy tej wiedzy towarzyszy jeszcze pokora. Moje życie nacechowane jest pragmatyzmem i konsekwentnym dążeniem do celu. Mało w tym wszystkim finezji i wzorowania się na kimś wielkim, ale ja wiem, że to nie święci garnki lepią, tylko zwykli ludzie.
– Życie jest spiralą ciągle wznoszącą się w górę. Na jakim etapie jest Pan obecnie?
– Może zabrzmi to nieskromnie, ale czuję się człowiekiem spełnionym. To wcale nie oznacza, że spocząłem na laurach. Przeciwnie, nadal staram się intensywnie rozwijać. Prowadzę nawet kolejne projekty, ale bez przesadnego parcia na efekt. Za wcześniejsze przeżycia zawodowe zapłaciłem zdrowiem i wyciągnąłem z tego odpowiednie wnioski. Niczego nam specjalnie nie brakuje. Moja żona również jest człowiekiem sukcesu, a dzieci radzą sobie bardzo dobrze; więc czy można chcieć więcej? Pewnie można, ale my nigdy nie wyznaczaliśmy sobie zbyt wysokich pułapów. Staramy się żyć skromnie i cieszyć się z tego, co mamy.
– Jest Pan wyznawcą kultu profesjonalizmu?
– Ja bym tego tak nie określił. Profesjonalista nie popełnia błędów, a mnie, jak się nad tym głębiej zastanowić, przytrafiło się ich wiele. To też wcale nie oznacza, że zmieniłbym całe swoje życie, ale poprawiłbym w nim sporo. Profesjonalista dla mnie brzmi bardzo górnolotnie i ja może chciałbym być profesjonalny, ale jednocześnie mam świadomość, jak wiele mi brakuje w tym względzie. Lubię mieć wokół siebie porządek i staram się być merytoryczny, ale to jeszcze nie profesjonalizm.
– Jest Pan użytkownikiem internetu?
– Oczywiście. Niestety, nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez internetu i to nie tylko w sferze zawodowej. Są tacy w mojej rodzinie, którzy twierdzą, że jestem od niego uzależniony. Takie czasy. To przecież bardzo wygodne. Aby załatwić większość spraw, nie trzeba wcale wychodzić z domu. Komputer i smartfon stał się moim oknem na świat, więc spędzam przed nimi większość mojego czasu. Kiedyś moje biurko pokrywały gazety, a dziś za pomocą kilku kliknięć mam u stóp największe biblioteki świata i dostęp do nieograniczonej wiedzy. Jak pan Prezydent „ ciągle się uczę” z tego korzystać.
– Niektórzy biznesmeni łagodzą stresy przebywając, jakiś czas, w otoczeniu najbliższej rodziny. A Pan jak radzi sobie ze stresem?
– Rodzina oczywiście jest dla mnie najważniejsza i smutno mi, ze tak rzadko możemy przebywać razem. Ale cóż, taka kolej rzeczy. Po ostatnich problemach zdrowotnych, kiedy dowiedziałem się, że stres był ich główną przyczyną uświadomiłem sobie, że nie warto zbyt emocjonalnie podchodzić do rozwiązywania problemów. One w większości rozwiązują się same. Nabrałem więc do nich zdrowego dystansu. A kiedy jakiś problem zbyt mocno angażuje moją świadomość, uciekam w moje pasje. Lubię wędkować, uwielbiam grać w brydża, a z dawnych czasów pozostała mi miłość do starych samochodów. Mam więc sporo przestrzeni życiowej, w której mogę czuć się wręcz komfortowo.
– Czy wierzy Pan w wolność wyboru? Czy czuje się Pan wolnym człowiekiem?
– To bardzo ciekawe pytanie. Oczywiście, że wierzę, ale czy wszyscy jesteśmy tak do końca wolni? Wiele zależy od nas samych i może lepiej by było z tą wiarą pozostać. Wydaje mi się, że nasze losy nie zależą tylko od nas. Takie myślenie mogło by być zbyt naiwne. Codziennie stajemy przed tysiącami ograniczeń, na które mniej lub bardziej świadomie się zgadzamy, a nasza wolność polega na tym, że zawsze możemy wybrać dla siebie najlepszy wariant. Ale to nie jest pełna swoboda. Musimy szanować prawo, lokalne ograniczenia, kierować się dobrem społeczności, w którym żyjemy i przede wszystkim szanować naturalne środowisko, bo ona szybko się zużywa. Od lat najmłodszych interesowałem się ekologią i marzyłem o takiej formie pracy, która by chroniła naturalne środowisko człowieka. Dziś mogę realizować swoje marzenia. Zostało nam niewiele czasu na wprowadzenie zmian, aby nasze dzieci i wnuki mogły się jeszcze z niego cieszyć.
– Myślę, że jako biznesmen, wciąż jeszcze rzadkiej specjalności, cieszy się Pan w mieście zasłużonym autorytetem. Proszę o komentarz.
– Przeszliśmy z żoną oraz znajomymi dość długą i niełatwą drogę, zakończoną szczęśliwym finałem i kilka osób rzeczywiście prosi o cenne wskazówki, ale cieszenie się zasłużonym autorytetem to spora przesada. Temat fotowoltaika stał się modny i coraz więcej ludzi się nim interesuje. Jedni robią to rzeczywiście w trosce o nasze środowisko, inni natomiast myślą wyłącznie komercyjnie, ale zdecydowana większość z nich rezygnuje, kiedy wie, że nie jest to takie proste. Jestem otwarty i za każdym razem staram się pomóc, w miarę swoich skromnych możliwości.
– Jako miłośnik siatkówki od lat najmłodszych, jak zareagował Pan na duże zmiany w PZPS? A są to: Prezes PZPS Sebastian Świderski, rodem ze Skwierzyny; Trener kadry siatkarek Stefano Lavarini; Trener kadry siatkarzy Nikola Grbić.
– Rzeczywiście siatkówka, jak żadna inna dyscyplina sportowa, jest mi szczególnie bliska. Dobrze pamiętam czasy jak nasz wuefista – Adam Dukaczewski wpajał nam jej podstawy. Wysłano mnie do szkoły rok wcześniej, dlatego moi rówieśnicy byli ode mnie znacznie wyżsi, musiałem zatem wyżej skakać, aby im dorównać. Pewnie to dopingowało mnie do solidnych treningów. Pokochałem tę dyscyplinę od wielu lat i z nieukrywaną dumą przyglądałem się imponującym sukcesom naszych siatkarzy i siatkarek. Trenerzy są bardzo ważni, jeśli potrafią stworzyć odpowiednią atmosferę, ale nawet najlepszy krawiec nie uszyje dobrego garnituru, jeśli nie będzie miał do dyspozycji dobrego materiału. Na szczęście w Polsce od wielu lat, jeśli chodzi o kadry, to mamy „klęskę urodzaju” i właśnie dlatego wszyscy możemy się cieszyć ich sukcesami. A trenerzy, no cóż, po owocach ich poznacie.
Aktualny prezes PZPS – Sebastian Świderski budzi we mnie wielką nadzieję. Wiele razy udowadniał, że potrafi walczyć i to nie tylko na boisku. W „Zaksie” Kędzierzyn Koźle wiele osiągnął jako działacz, a teraz czas na PZPS. Życzę mu szczęścia.
– Ostatnio przeczytana książka?
– Ostatnio przeczytałem książkę Mariana Turskiego pt. Nie bądź obojętny, wydaną niedawno, bo w 2021 roku. I ona poruszyła mnie do głębi. Autor, publicysta, działacz na rzecz pamięci o zagładzie Żydów, były więzień Auschwitz II – Birkenau, w 2020 roku, przed bramą obozu, wygłosił wzruszające przemówienie, którym poruszył serca widzów i słuchaczy, wzywając do tego, aby „nie być obojętnym” na krzywdę bliźnich. W tym i wielu innych przemówieniach, opublikowanych w książce, także w jęz. angielskim, a wygłaszanych w różnych miejscach na świecie, przedstawił narastającą wrogość do Żydów niemieckich, co doprowadziło do holocaustu ( zagłady Żydów).
– Jak skomentuje Pan popularne ostatnio hasło:” Żyj na ziemi, zarabiaj na słońcu”?
– Myślę, że jest ono skierowane głównie do tych przedsiębiorczych ludzi, którzy planują w najbliższej przyszłości wybudować farmę fotowoltaiczną i mają, w związku z tym, wiele obiekcji. Ale drogi do drzwi urzędniczych zostały już przetarte przez poprzedników, a sprawy finansowe, z dużymi kłopotami, da się też jakoś załatwić. Świat bowiem pchają do przodu ludzie, którzy realizują zadania z pozoru trudne do wykonania.
– Czego należy życzyć właścicielom farm fotowoltaicznych?
– Samych słonecznych dni, stabilnego prawa i dużo pozytywnej energii.
Staraniem p. dyr. Beaty Stoińskiej 1 września 2022r., w ZS w Drezdenku, zostanie otwarty nowy kierunek nauki. Absolwenci tego kierunku zdobędą zawód technika urządzeń i systemów energii odnawialnej. ZS, idąc z duchem czasu, wychodzi naprzeciw oczekiwaniom rynku pracy.