Sadzę, że można używać takiego porównania. Ofiarami jednej i drugiej zbrodni byli Polacy rozstrzeliwani przez NKWD. Stracili życie tylko dlatego, że byli Polakami, których sowieckie organy bezpieczeństwa podejrzewały o wrogość wobec Związku Sowieckiego. W obu przypadkach mamy do czynienia z działaniami bezprawnymi. Rozstrzeliwani w Katyniu i pozostałych miejscach kaźni na wiosnę 1940 roku oficerowie byli objęci ochroną międzynarodowych konwencji wojennych, które zostały przez Rosjan złamane. Aresztowani w Obławie Augustowskiej w lipcu 1945 roku, a następnie zgładzeni mieszkańcy powiatów: augustowskiego, suwalskiego, sejneńskiego, i sokólskiego też byli ofiarami zbrodni dokonanej z pogwałceniem prawa międzynarodowego. Polska po 1945 roku była formalnie państwem suwerennym, dlatego organy bezpieczeństwa obcego państwa nie miały prawa podejmować żadnych działań wobec jej obywateli.
Mieszkańcy ziem wschodnich, w tym powiatu augustowskiego, z realiami władzy sowieckiej mogli się zapoznać już w latach 1939 – 1941 w czasie pierwszej okupacji sowieckiej, gdy po przegranej przez Polskę wojnie obronnej 1939 roku, powiat augustowski został wcielony do Białoruskiej Republiki Radzieckiej. Sowieckie organy bezpieczeństwa zaczęły rozpracowywać środowiska patriotyczne i niepodległościowe. Najbardziej zasłużone i patriotyczne jednostki, często cale rodziny, były zsyłane na Syberię. W stosunku do miejscowej ludności zastosowano polityczny terror. „Katem Augustowa” był Jan Szostak, zastępca szefa UB w latach 1939 – 1941 i od 1944 roku współpracownik NKWD. Jedną z tortur stosowaną w czasie przesłuchań była tzw. „żabka” aż do omdlenia (nie pozostawiała widomych śladów na ciele). Kiedy w 1944 roku wkroczyła na teren Augustowszczyzny ponownie Armia Czerwona mieszkańcy tych ziem doskonale odczytali zamiary Rosjan, wskazujące na to, że Polska będzie podporządkowana ZSRR, o ile w ogóle powstanie jako samodzielne państwo. Do końca nie było jeszcze jasne czy powiat augustowski będzie znajdował się w obrębie Polski. Sowieci zagarnięte ziemie traktowali jak swoje. Powszechnie uważano, ze okupacja niemiecka została zastąpiona sowiecką. Aresztowania żołnierzy Armii Krajowej rozpoczęły się już jesienią 1944 roku. Rosjanie chcieli oczyścić nasze ziemie ze środowisk patriotycznych, aby łatwiej narzucić społeczeństwu polskiemu władzę komunistyczną, reprezentowaną przez delegatów tzw. Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, całkowicie uzależnionego od Związku Radzieckiego.
Stosunek miejscowej ludności do wojsk radzieckich i prokomunistycznych władz polskich był nie tylko nieprzychylny, ale wręcz wrogi. Gdy po ofensywie styczniowej 1945 roku wojska radzieckie opuściły wschód Polski i ruszyły na zachód oddziały Armii Krajowej przystąpiły do usuwania władzy narzuconej Polsce przez Sowietów. Na wiosnę 1945 roku omawiany teren opanowały struktury polskiego państwa podziemnego. Nie funkcjonowały urzędy gminne, obszar był kontrolowany całkowicie przez patrole Armii Krajowej Obywateli. Wykonywano wyroki na osobach kolaborujących z Sowietami. Poparcie ludności dla działań Armii Krajowej było powszechne. Wtedy w kierownictwie NKWD zrodziła się idea przeprowadzenia obławy, przeczesania terenu na dużą skalę i odcięcie oddziałów partyzanckich od wsparcia ludności, aresztowania osób zaangażowanych w podziemie niepodległościowe i ich zlikwidowania. Zdaniem rosyjskiego historyka, Nikity Pietrowa, obława augustowska została przeprowadzona na osobisty rozkaz Józefa Stalina. Obławę przeprowadzono w dniach od 12 do 25 lipca 1945 roku, a wzięło w niej udział 45 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, wspomaganych polskimi kolaborantami. Zatrzymano ponad 7 tysięcy osób. Duży, piętrowy dom Turka (polskie nazwisko ze rdzeniem – tur) w Augustowie był siedzibą sowieckich i polskich organów bezpieczeństwa publicznego. Były w nim przetrzymywane i przesłuchiwane osoby z podziemia niepodległościowego, bite i torturowane. Istnieje domniemanie, ze dochodziło w nim do ich mordowania. Dlatego Dom Turka (dziś ul. 3 Maja) stal się symbolem męczeństwa i oporu Polaków wobec powojennego reżimu. Ofiar w wyniku obławy było 592, ale jest to liczba niepełna, gdyż ostatecznej i dokładnej liczby do dnia dzisiejszego nie znamy. Tylko Rosjanie dysponują pewnymi źródłami w tym zakresie, ale oni ich nie udostępniają.
Nie znamy miejsca egzekucji ani spoczynku ofiar Obławy Augustowskiej. Istnieją tylko hipotezy, ale one wymagają weryfikacji. Jako najbardziej prawdopodobne i najczęściej ostatnio wymieniane miejsce egzekucji podaje się nadniemeńskie tereny Grodzieńszczyzny, forty grodzieńskie, zwłaszcza obszar niedaleko miejscowości Kalety, ale wymienia się także okolice na północ od Gołdapi w Puszczy Rominckiej.
Obława objęła wszystkie warstwy społeczne. Zarówno nielicznych przedstawicieli inteligencji, środowisk niepodległościowych, ale przede wszystkim zwykłych ludzi, osoby, które wspierały życzliwie podziemie niepodległościowe, np. dając kwaterę lub pożywienie.
Symbolem Obławy Augustowskiej jest sierżant Władysław Stefanowski „Grom”, który jako dowódca prawie dwustuosobowego oddziału AK 15 lipca podjął beznadziejną walkę z przeważającymi silami NKWD nad jeziorem Brożane. Wzięty do niewoli, wraz z około 50 partyzantami, został zamordowany. Na wyróżnienie zasługuje też sierżant Wacław Sobolewski „Sęk”, „Skala”, który ujęty przez Sowietów został zastrzelony w Osowym Grądzie w czasie próby ucieczki. Symbolem obławy na Suwalszczyźnie jest rodzina księdza prałata Stanisława Wysockiego, jego ojciec Ludwik i dwie siostry Kazimiera i Aniela z Białej Wody. Symbolem obławy na Sejneńszczyźnie jest 20 – letnia Zyta Kucharzewska, łączniczka AK – kiego Oddziału Puszczy Augustowskiej aresztowana przez NKWD 24 lipca 1945 roku zginęła bez wieści.
Tuż po obławie rodziny zaginionych zaczęły poszukiwać swoich bliskich. Urzędy gminne sporządziły listy ofiar obławy, które wraz z petycjami przekazywano władzom państwowym, niestety bez odzewu. Dziś przechowywane w Archiwum Państwowym w Suwałkach są bardzo cennym źródłem historycznym. W listopadzie 1945 roku mieszkańcy Gib wysłali nawet do Bolesława Bieruta specjalną delegację, żeby dowiedzieć się o losach zaginionych. Rodziny szukając swoich bliskich pisały także do Czerwonego Krzyża. Po odwilży październikowej próby wyjaśnienia losów ofiar podjął się Jan Kłoczko, poseł i dyrektor szkoły zawodowej w Augustowie. Pomagał mu w tym Antoni Palczak, także poseł, ale ich wysiłki nie dały pożądanego rezultatu.